Przygoda sześciu kapeluszy

Jakich sześciu kapeluszy? Kognitywnych, de Bono. A dla tych, którzy jeszcze nie rozumieją i nie wiedzą, bo i nie mają skąd, spieszę z wyjaśnieniem, że wpis jest o harcach. Ale jak o harcach, to skąd do diaska kapelusze?Znalezione obrazy dla zapytania sześć kapeluszy

Z kapeluszami poznałam się w środę przed południem. Ponoć pomagają szerzej spojrzeć na problem, bo każą zastanowić się nad nim z wielu perspektyw. Biały kapelusz jest analityczny – skupia się na faktach, liczbach i możliwościach. Czarny przewiduje najgorszy możliwy scenariusz i, krótko mówiąc, jest pesymistą. Żółty wręcz przeciwnie – szuka pozytywów. Rolą czerwonego jest spojrzenie na sprawę pod kątem emocji i intuicji – bywa nielogiczny, bo bycie logicznym to nie jego zadanie. Kapelusz zielony szuka innych dróg i rozwiązań alternatywnych. Niebieski natomiast usiłuje to wszystko zebrać w całość i podsumować – on kieruje całą toczącą się dyskusją. Zabrzmiało ciekawie. Postanowiłam sobie w ten sposób rozpisać kwietniowy biwak. Heheszki.
Wyjeżdżałam w piątek po południu. W środę po południu biały kapelusz przedstawiał listę załatwionych i nie załatwionych spraw, z czego ta druga była dwukrotnie dłuższa, a wszystko w kapeluszu czerwonym zaczynało się od “boję się, że”, “stresuje mnie, że” albo ewentualnie “wkurza mnie, że”. Kapelusz czarny miał się czym popisać, a żółty wypowiadał się bez przekonania. Zielony milczał, a na wypełnienie niebieskiego nie starczyło czasu.

***
Dwa dni temu skończył się pierwszy wyjazd mojej drużyny. Nie było tak źle, jak myślałam. Parę kwestii natomiast przedstawiam poniżej. Jest majówka, mam czas i smutno by było, gdyby nic nie było.

***
Niedziela rano – czas pojechać na Biskupin po sprzęt. Zabieram pół harcówki drugiej. Kocham drugą. Co prawda trochę nie żyję, bo wieczór wcześniej siedziałam u Werki, ale kocham drugą. Nie muszę się martwić o piły, siekierę, świder, baniaki, plandeki i gaśnicę. Zajmują mi cały samochód. Czy już mówiłam, że kocham drugą?

***
Poniedziałek po południu – telefon do leśniczego. Tak, będziemy. Tak, dokument. O, nie muszę rano? O, to wspaniale.

***
Wtorek rano – jedziemy na miejsce obozu letniego. Las jest piękny. Leśniczy zabiera nas do straży pożarnej, my sami siebie zabieramy do nadleśnictwa. Po południu odrabiam łacinę. Nie chcę kartkówki z łaciny. Spóźniam się na łacinę, układając sobie w czasie wolnym  w głowie godzinowy plan wyjazdu.

***
Środa – jadę po sznurek, potem na badania, potem na zajęcia, a potem widzę się z Zosią. Tylko że dzwoni leśniczy.
– Tak? No tak, tam. Ale jak to ogrodzone?!

***
Czwartek rano – witamy w świecie paniki. Nie zdążymy ze wszystkim, jeśli dzisiaj nie zwolnimy się z zajęć. My (Marta) musimy zwolnić się z zajęć. My (Marta) możemy zwolnić się z zajęć. My (Marta) zwalniamy się z części zajęć. Dobrze, jest lepiej. Może i nie musiałybyśmy zwalniać się z zajęć, gdybyśmy nie zrobiły sobie w środę ciurkiem trzech godzin wolnego dla poratowania psychiki. Ale w sumie przez te trzy godziny nie jestem przygotowana na zajęcia. Skauting jest prosty. To synonim łatwego?

***
Czwartek wieczorem – jest lepiej. Mam jakiś pomysł na wielką grę i na jej rozłożenie w czasie. Od wtorku mam powiedzmy ułożony w głowie plan dnia. Okej, nie wiem, czy będzie ojciec, czy nie, więc nie wiem, czy będzie msza, czy nie. Trudno, zobaczymy. Uzupełniamy do końca arkusz. Idę po leki. Idę na pół godziny próby scholi. Pakuję się, żeby w piątek nie musieć. O, dzwoni Zosia. O, Natalki nie będzie. No to tak… Zosiu, witaj w Łosiu.

***
Piątek rano – pobudka. Chwileczkę… dzisiaj jest coś, czego nie chcę. Co to? Aha…
Dobra, czas wstać. Ubrać się. Pojechać do Biedry po jedzonko. Wrócić. Wypakować mięso i warzywa z bagażnika. Ojca nie będzie. Nie zapomnieć ich włożyć z powrotem, nie zapomnieć ich włożyć z powrotem, nie zapomnieć ich włożyć z powrotem. Wypakować wszystko z plecaka i spakować jeszcze raz, tym razem z kosmetyczką. Iść na zakupy, tym razem własne, przypomnieć sobie o reszcie potrzebnych rzeczy, dokupić na zakupach własnych resztę potrzebnych rzeczy. I więcej potrzebnych rzeczy. I papierniczy. Spakować bagażnik. Yyy, nie ma mowy, nie biorę dziesięciu baniaków. Jedzenie i sprzęt zajmuje mi cały samochód. Dzień dobry, castorama, macie składane baniaki? Aha, nie ma czegoś takiego. No załóżmy, dziękuję. Halo, Gwóźdź Sezonu? Dzień dobry ksero, może mi pan to tak na kolorowo na a5 i zalaminować? Aha, nie może pan. Czy pan se, kurczę, w kulki leci, czy naprawdę nie wie pan, jak zmienić układ strony na poziomy? Dzień dobry, ogrodniczy, macie składane baniaki? Nie, nie chcę beczki na kapustę.
Zjeść obiad. Umyć się. Skończyć pakować auto. Plecak wystaje oknem. Plecak Martyny pojedzie… gdzieś pojedzie. Jest 14.20. Wyjedź. I spokojnie. Teraz właśnie zaczęłaś skok na bungee. Musisz tylko spróbować przeżyć.

***
Piątek trasa:
Zanim zdążyłam wyjechać z osiedla okazało się, że jedno dziecię nie przyjedzie, bo awaria auta. Okej, może dojechać wieczorem. Nie dojedzie wieczorem, bo się źle czuje. No okej. Bungee się rozwija.

Zanim zdążyłam dojechać na Jana Pawła okazało się, że korki jednak są. A nie, to nie korki. To pani, której zabrakło paliwa, blokuje jeden pas i je sobie nalewa.

Zanim zdążyłam wyjechać z Wrocławia, okazało się, że jednak się spóźnię. Szlakbyto. Dzień dobry, Panie leśniczy…

Zanim zdążyłam nalać u Marysi wodę do części baniaków, okazało się, że owszem, w niedzielę jest msza o 10.00. Ale w Nadolicach.

Zanim zdążyłam zadomowić się w lesie, podjechało jedno z harcerzoaut. Tak, właśnie tą drogą, na której nie miał prawa się pojawić. Argh.
Dzwoni telefon.
Yyy, dzień dobry, pan leśniczy? Czy straż leśna? A, nie, rodzic. Uff.

***
Piątku ciąg dalszy.
Dziewczyny przyjechały.
Namioty stanęły.
Namiot Jeża opierał się jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz, ale w końcu też stanął. Lubimy Cię, św. Rito.
Jak ocenić, czy miejsce na ognisko jest wystarczająco bezpieczne?
*przychodzę na miejsce*
Tak, to miejsce na ognisko jest zdecydowanie tak bezpieczne, że bezpieczniejszego chyba w życiu nie widziałam. Serduszko dla Łosia.
Kolacja, scenki, ognisko.
Gawęda. Nauczę się mówić lepsze.
Rada.
Dobranoc.

***
Sobota
Pobudka.
Rozgrzewka.
Apel prowadzi Nati.
Śniadanie.
Warsztaty. Sznurek. Gdzie jest sznurek? Jak to nie ma sznurka? Łoś, czy macie sznurek? Nie mamy sznurka. No gdzie jest sznurek? Brałam na milion procent. W aucie nie. Nigdzie nie leży. Co jest, zajumał nam go ktoś? Łoś, czy macie sznurek? O, jednak mamy sznurek. Uff. Grr.
Jeeej, skoro nie będzie ojca i nie będzie mszy, to nie budujemy też ołtarza. Czyli nie muszę robić projektu ołtarza. Jeeej!
O, warsztaty były przewidziane na cały dzień. Heh. To dlaczego dziewczyny JUŻ kończą?
Kuchenki, błoto, błoto, patyczki, błoto. Stół.
Obiad. Dziewczyny, co robimy z wielką grą, bo przez zmianę godziny mszy zwolniły nam się jutro dwie godziny? Wymyślamy nowy etap!
Sjesta. Dłuuuuga. Z myciem się. I jeszcze dłuższa, bo kiedy pojechałam po wodę, dziewczyny myślały, że nie ma wody. No to jeden problem nam odpada. Przedłużamy sjestę na mycie się. Zosiak – biblistka z blachą.
Śpiewogranie. Yyy… dwugodzinne? No cóż, zobaczymy.
Czas na kolację. Duuużo czasu, pianki i owoce z ogniska.
Ognisko. Nasza scenka wprowadzająca fabułę.
Rada. Uuups, wczoraj zapomniałam zaprosić Zosię. Zosia, zapraszam na radę.
Rada i sąd przy pięknym stole.
Dwa przyrzeczenia szykujące się na niedzielę.
Dobranoc.

***
Niedziela
Pobudka wcześniej.
Czas rozłożyć pierwszy etap gry.
Rozgrzewka
Apel prowadzę ja. Poprowadziłam, i tak jeszcze nie pamiętam, jak to się robi.
Śniadanie. Ograniczony czas na śniadanie.
Gandalf w obozowisku. Wyścigi rzędów, numer buta drużynowej, a Baden-Powell był aptekarzem. Zdobywanie argumentów przekonujących Bilbo do podróży z krasnoludami. Bilbo nie pójdzie, bo o 12.00 musi iść na sumę. I jeśli one chcą zdążyć, to muszą wyjść 10.50.
Czas na sprzątanie.
Wyjście na mszę. A ja dojazd na mszę. I rozkładanie gry.
Msza. Dziecko płacze. Coś je boli. Nie moje dziecko, ale nikt z nim nie wychodzi. No to ja z nim wychodzę. I idę po rodziców. I wracam idealnie na komunię. No proszę, przypadek?
Po Mszy przyrzeczenia. Wkręcam krzyże po prawej stronie. Omijam część tekstu. Rzucamy ludźmi, przychodzi krasnolud.
Powrót ze mszy. Ktoś zajumał punkt. To trzeba zaszyfrować od nowa. Dziesiąta, poczekajcie. Proszę *kraal podaje dziesiątej punkt przez okno auta i odjeżdża*.
Jedziemy po rzeczy na obiad.
Wracamy do obozowiska.
Ze względu na spinę czasową gotujemy dzieciom ryż.
Powinni mnie cofnąć do przedszkola, wylewam garnek wody, próbując go postawić na kuchence, próbuję dorzucić do ognia, ale się parzę, dorzucam do ognia i płonące patyki spadają na ziemię. Gaszę. W słońcu jest jakieś 30*.
Przyjeżdża Ania z Dorotką.
Dziewczyny kończą obiad, my ogarniamy życie i rozmawiamy o życiu. Parę ważnych spraw zostaje odhaczonych, a wielka gra doogarnięta.
Stwierdzam po raz kolejny, że mam kochaną hufcową, która bardzo chce robić cokolwiek, żeby nam pomóc.
Dziewczyny kończą obiad.
Idziemy z Anią do Jeża na chili con carne.
Wychodzimy na grę.
Przekładam wcześniejszy odbiór jeszcze jednej harcerki o dodatkowe pół godziny, próbuję się dodzwonić, ale nie ma zasięgu.
Dziewczyny robią na punktach kartki dla leśniczego, filtry na wodę, bańki mydlane, scenki o patronach i porządki w ogrodzie.
Wracamy.
Rozwalamy kuchenki, a ja próbuję ogarnąć życie, latając od obozowiska kraala do auta i ładując co się da, a przy okazji też dopakowując plecak. Stan zakręcenia mojego mózgu wynosi jakieś trylion procent.
Zbieram się na radę. Nie mogę znaleźć beretu i dostaję go w pożyczce od Doris, po czym stwierdzam po raz kolejny, że mam kochaną hufcową. Robimy radę zastępowych, niestety nie radę drużyny.
Robimy apel.
Wielką grę wygrywa 10dw.
Wybija 19.00.
Rodzice przyjeżdżają po dziewczyny.

Przeżyłam mój pierwszy wyjazd.
Bungee się nie urwało :).

W drodze powrotnej zaskakuje nas mocna ulewa.
Panie Boże, dzięki, że dopiero teraz.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: