Monthly Archives: August 2018

Lady in red?

Zmęczona.
Nóg nie czuję.
A właściwie to czuję.
Rozwalone pięty. I zakwaszone łydki xD.
Po wędrówce letniej mojego wspaniałego ognia <3.
Ponad 40km po górkach w dwa dni.
Przepiękne widoki.
Jak w domu i jak u mamy.

Gdzie? W Beskidzie Śląskim / Żywieckim, czyli w Milówce: u Marty.

Pozwolę sobie znów, jak rok temu, na luźne skojarzenia. Bo kiedy będę to czytać za kilka lat, na pewno będę chciała wspominać, co następuje 😉 :

  • Księdza, który wybrał się na wędrówkę rowerem i w ten sposób pokonał 300km. Myślałam, że to żart. To nie był żart. Bardzo szanuję. Chociaż ostatnie chwile oczekiwania na jego przyjazd były naprawdę pełne napięcia… “Nie! Niech Ksiądz nie jedzie na Nieledwię!” – no cóż, ulic Górskich w górach jest naprawdę wiele, nic dziwnego, że zmęczony gps próbował jeszcze bardziej zmęczyć kierowcę.
  • Śpiew. W bardzo różnych odsłonach. Zaczynałyśmy od klasyków – Bob Budowniczy, Tabaluga, Gumisie… Ale potem wystarczyło powiedzieć słowa niebezpiecznie podobne do jakichkolwiek piosenkowych i uruchamiało to nieuchronnie ludzkie radio. Albo po prostu ciekawe słowo. Przecież do jednego piosenek można dobrać kilkanaście… Śpiewałyśmy harcerskie klasyki, ogólne klasyki, ja śpiewałam to, co lubiłam -> Dom o Zielonych Progach, Małe TGD i inne cuda (https://www.youtube.com/watch?v=1wyxscLilc8). Wszystko z radością ze szlaku. Z pięknego szlaku…
  • Agę, która jak zwykle w momencie przyznawania stopnia postanowiła pobawić się w ninję. Taki ma styl i to jest niesamowite :D. Idziesz sobie [będąc Agatełką] spokojnie trasą, aż tu nagle proszą cię o środek przeciwbólowy, żeby przypomnieć, że właściwie to jesteś zawsze gotowa do służby i wręczyć zielony nawęz… Oj, Agatka… “Żebyś ożywiona nadzieją nie ustała w swojej drodze” – nic nie poradzę, że bardzo mi się do tego wszystko uśmiecha.
  • Masowe bycie zdechlakiem, czyli nas poległych na Baraniej Górze – bardzo przyjemnie się tam leżało, tylko właściwie dlaczego trzeba było w końcu się ruszyć?
  • Rozmowy. To, że spokojnie możesz wylać z siebie wszystko jeszcze raz i próbować wejść w nowy rok harcerski na czysto, trochę mniej się bojąc i trochę bardziej optymistycznie patrząc w przyszłość.
  • Jagodzianki wyczekane na Hali Boracza (Boraczej?). [Co to znaczy, że dopiero od 12.00…?] I stado kóz i owiec pędzonych w dół zbocza przez dwa lecące jak wiatr owczarki. I inne stado owiec na łące, niestety kawałek od szlaku.
  • Uruchomienie pogodnej części mojej natury. Fajnie jest poczuć się jak dziecko. Wiedzieć, że można pobawić się przytulankami, roześmiać się tak po prostu, z czystej radości, poudawał psa/kaczkę/owcę/kurę, pośpiewać piosenki wilczkowe (o dziwo razem z całą resztą ogniska 😉 )… Podbić do kogoś z komunikatem, że właśnie chcesz się przytulić. Korzystać (jeszcze) z przywileju bycia najmłodszą w ogniu ze świadomością, że będzie mi wolno się tak cieszyć nawet wtedy, kiedy przyjdą młodsi. O matko, w jaki ja sentymentalno-patos uderzam ;P. No nic, “Idę w górach cieszyć się życiem” byłoby bardzo na miejscu.
  • Sam początek wędrówki – czasem chyba nie trzeba pytać ;).
  • “Skosztujcie i zobaczcie” metamorfozowane w “Chrystus Pan karmi nas” – jesteśmy zdolne, czemu więc nie śpiewać dwóch pieśni na raz?
  • Zaopiekowanie. Rodzina Marty ugościła nas fantastycznie. Spałyśmy w “namiocie ognia” na drugim piętrze. Zostałyśmy podwiezione kawałek na szlak i zabrane z powrotem, kiedy już bardzo nie było sił. Przywitane w domu a) naleśnikami, b) zupą, c) ciastem, d) kiełbasą, e) wszystkim, czego dusza [i ciało] mogą pragnąć po kilkugodzinnym marszu.
  • Batoniki, które chyba nigdy wcześniej nie były takie dobre i takie zasłużone.
  • Zabawy w Milówce i godziny światła przy torach kolejowych. To jest samowite, jak każdy na podstawie trzech tych samych wersetów wyciąga zupełnie inne wnioski i idzie inną drogą.
  • Myślę, że też zmartwienia… Bo martwienie się tym co się przykrego słyszy od innych jest znakiem, że zależy nam na czyimś szczęściu. I że coś we mnie nie chce się zgodzić, że są miejsca, w których tego szczęścia brakuje.
    [Spokojnie, ważne, że ja się jeszcze orientuję, o co mi chodziło 😉 ].
  • Część trasy, którą przeszłyśmy poza szlakiem. Taki element przygody – niby wiesz, gdzie idziesz, ale że na pewno nie idziesz tak, jak trzeba. Za to stromiej, czasem po wodzie i ze świadomością swoistej wyjątkowości. Z pewnością, że większość ludzi nie zrozumiałaby twojej radochy z tego, że właśnie tak wyszło (“Jak do tego doszło, nie wiem”), że właśnie wspinasz się na dziko, a dookoła jest pięknie. A co na górze?
    “Jessica” i “Pani ratowniczko” jako muzyczna nagroda. Właśnie te bity towarzyszyły nam równie często jak kabaret Hrabi.
  • Leśną Mszę i paralotniarza przelatującego dokładnie nad nami, dokarmianie się rozdziabanym bananem i zbieganie w dół, żeby tylko prześcignąć tych, którzy wcale się ze mną nie ścigali.  A potem wrzucenie do ludzioradia piosenek o miłości (oczywiście przypadkiem 😉 ).
  • Niepowtarzalną żelkową zupkę ;P.
  • Ciekawą konfę w plenerze.
  • Obiad za sosną i sałatki, że omnomnom.
  • Turystów, którzy pytali nas o najbliższą wojnę.
  • Zdjęcie przedstawiające flamingi zrywające się do lotu.
  • Śliczny niebieski szlak z uroczyskiem – czyli uroczym miejscem. Beskidy naprawdę zachwycały. Wokół rozciągały się przeróżne szczyty, a pod wielkim dachem nieba otwierała się przestrzeń z resztkami drzew i rudymi kępkami jagód. Mjut na oczy – zdecydowanie było je czym karmić.
  • Samotną chwilę na trasie. Idealną do tego, żeby sobie pośpiewać ;).
  • Bigiego, który bardzo chciał nas zjeść, ale za to ładnie włączył się w jutrznię.
  • Postój na selfie pod domem Golców.
  • Domowe “ognisko” – jak na złość piosenki bardzo refleksyjne. Czy naprawdę muszę już tak jak 6 lat temu tęsknić za tymi wszystkimi, których za miesiąc w Ricie zabraknie? Za każdą (ze względu na chusty) z ladies in red?

Po radzie doszłam jeszcze do wniosku, że nie jesteśmy normalne. Żeby tak po dwóch dniach intensywnego łażenia stwierdzić, że się odpoczęło i boleśnie przy każdym kroku przypominając sobie o istnieniu własnych nóg trwać przy zdaniu, że trasy były super (żeby nie było, z obydwoma zdaniami w pełni się zgadzam), toż to trzeba mieć nie po kolei :D.

Tak jak innym, mnie też udało się odpocząć. Cieszę się z tej wędro.