Nie bez sensu!

Co? Harce.

Siądźcie, siądźcie wygodnie, proszę, proszę, odprężcie się. Już opowiadam. Ale ostrzegam z góry, że przed Wami historia pełna grozy, śmiechu, z niewielkim dodatkiem łez (do smaku), której nieobce są także niespodziewane zwroty akcji. Niektóre sytuacje były bliskie przyprawienia mnie o zawał. Czy moja opowieść byłaby dobrym materiałem na scenariusz filmowy? Nie wiem, ponoć to właśnie życie pisze najlepsze.

Zapraszam

Atram Trebusz

Odcinek 1: szukamy miejsca

dryń, dryń…
– Czuwaj, chciałabym zapytać o możliwość zorganizowania biwaku na stanicy…
– Czuwaj, dh. Marto, ale to już nie ja.

(…)

dryń, dryń…
– Czuwaj, chciałabym zapytać o możliwość zorganizowania biwaku na stanicy…
– Czuwaj. W sumie to remontujemy, więc nie ma pryszniców, więc z zasady wszystkim odmawiamy, za rok zapraszamy.
– Aha… Ale… Bo prysznice to my możemy polowe…
– Aha. A to w sumie zapraszamy.  Tylko sprawdzę termin, bo kalendarz w hufcu.
– Super. To ja jeszcze potwierdzę.

[Proces myślowy: ile wody potrzebuje 15 harcerek na 3 dni do mycia, picia, gotowania i gaszenia? Ile to pięciolitrówek i do ilu samochodów się zmieści?]

(…)

dryń, dryń…
– Halo, szczęść Boże. Czy można by przy Was biwak? Bo niedawno u was byliśmy, ognisko paliliśmy, może jakaś łazienka, lodówka?
– Szczęść Boże – ale to liceum, proszę do ks. dyrektora.

(…)

dryń, dryń…
– Halo, szczęść Boże. Czy jest ks. dyrektor?
– A szczęść Boże. Będzie pojutrze.

(…)

dryń, dryń…
– Halo, szczęść Boże. Bo czy można?
– Uomatko, no ja nie wiem. Ale to księdza nie ma. To proszę zadzwonić. Ale no uoj, no ja uojniewiem. Że co wy chcecie, że co. Co.

(…)

dryń, dryń…
– Halo, szczęść Boże, mogę z ks. dyrektorem? No. Bo czy można?

– Aha, że matury… No dobrze, trudno, dziękuję bardzo.

(…)

dryń, dryń…
– Czuwaj, to co, wolne?
– Wolne.
(okrzyk w głębi jestestwa – huraaaaaaa!)
– Super. A za ile?
– A z namiotami i kuchnią dycha od łeba.
– Aha. Moment. Jest kuchnia? No najwyraźniej. A w kuchni jest zlew?
– Jest.
– O rety! Czyli jest woda!? 😀

Odcinek 2: poszukiwacze zaginionego kraala

Hm… Młode przewo z nami nie pojadą? #bezsensu I to tak mega #bezsensu. Dobra, Basia będzie 3, Marta będzie 1. Heh, nocami jestem sama. No to lećmy.

– Kajaaa, może chciałabyś ze mną pojechać jako kierownik na harce?

Dorotka…?
Ania…?
Kasia…?
Agatka? Basia? Hania?…
Hm… Agaa?
Halo? Monika? Asia? Karolina…?

Okej.
❤ dla Kai, która zgodziła się przyjechać na środę
❤ dla Agi, która zgodziła się pojechać, gdybym nikogo nie znalazła
❤ dla Karoliny, która zgodziła się pojechać na całe harce

Kraal prezentuje się więc następująco:
środa: ja, Karolina i Marta
czwartek: ja, Karolina i Kaja
piątek: ja, Karolina i Basia

A gdy już znalazłam, dowiedziałam się pocztą pantoflową, że młode przewo jednak będą mogły wzmocnić nasz skład. Niech więc z łomotem opadnie kurtyna. Amen.

Odcinek 3: szukamy jedzenia

Namiot Wiewióra siedzi u mnie w samochodzie. O. Tu jest biedra. To może jednak teraz jest lepszy czas na zakupy niż po południu? Mam 2 zł. Bierę wózek. Zapełniam wózek. Jeszcze woda. Nie mam już 2 zł.

– Przepraszam, ma Pan rozmienić 5 zł do wózka?
– Nie.
– Aha, szkoda.

– Przepraszam, może u Pani uda się rozmienić?
– Oj nie mam.
– Aha, szkoda. A to może u Pani?
– Ojej, nie. A ma Pani 50 groszy?
– A mam.
– A to wejdzie.

Uwierzcie, nigdy się tak nie cieszyłam z pięćdziesięciogroszówki.

– Dzień dobry, będę potrzebować faktury. Tak. Ale czy można by zmienić tę nazwę? Bo ta jest dobra, ale się nie zmieści.
– A nie wiem. A może się zmieści.
(myślę sobie) Dobra, pani chce, pani próbuje. Nie ja będę zmieniać.

Kasujemy. Mówię pani, ile czego, żeby wszystkiego nie wyładowywać, bo po co, jeśli skasować wystarczy raz…

[wychodzi faktura bez końcówki nazwy]

– Bo ja nie chcę mówić: “A nie mówiłam”… Nie moja wina. Panie kierowniku, pan poprawi?
– O matko. A Pani wie, ile to pracy z poprawianiem faktury?
– Wiem. Ostrzegałam ;).

A w domu patrzę na fakturkę.
Hm…
Płatków kupiłam 2 paczki, wliczone 3.
Sosy kupiłam 3, wliczone 2.
Ryże kupiłam 3, wliczony 1.
Corn flakesy 1, wliczone 2.
Wody… Dobra, mniejsza.

Jestem całego 6 zł do przodu.
I tylko nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie, co gorzej: zostawić sobie 6 zł, będące własnością sklepu, czy przyjść do biedry, powiedzieć: “dzień dobry, macie niepełnosprytnych, ale bardzo miłych kasjerów” i zmusić pana kierownika do zmiany faktury…
Wybieram 6 zł.

Odcinek 4: szukamy transportu – #szukamszukam-ale-niemaniema

No dobrze, no to może napiszę rodzicom maila, o której dokładnie wracamy. Halo, e-podróżniku?

O żesz psiakostka! Motyla noga! Kurza stopa! Piernik jasny! Kurczę blade! Kurtka na wacie! Do kroćset fur beczek! Na krowie kopytko! Kurcze pióro! Kurczę pieczone!  Kuchnia felek! Kurza melodia!

Otóż autobus był.
A teraz go nie ma.
No nie ma.
Tak wcale, że aż w ogóle.
Całkiem.

Yyy…
Aaa…
Nie…

dryń, dryń…
– Halo, Basia? Może mogłabyś nas podrzucić na dworzec?
– Ok.

Sprawdźmy pociąg.
8 km od Kobylej. Dość drogi…

Bus?
Już tym bardziej nas nie stać, budżet był okrojony… Ale będę dzwonić.

[coś mnie tyka]
Halo, e-podróżniku? A o której i skąd wyjeżdżamy?
Aha.
Nie wyjeżdżamy.
Niemożliw.
No niemożliw.
No zdecydowanie całkiem bardzo ratunku że nie, niemożliw.

Marta? Ratunku.
Dorota?

Panie Boże, potrzebuję cudu. Może mógłbyś?…

No dobrze, niech to wystarczy jako zwiastun, który zasługuje na tytuł: “Ciekawe jest życie szefowej”.
Jak przystało na serial, pozostawiam czytelników w napięciu.
Następna odsłona (mam nadzieję) już jutro.

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: