Przerwa na reklamy

W sumie niezbyt reklamy, ale niestety jeszcze nie kolejne harcowe odcinki.
Byłam wczoraj na spektaklu na Brucknera, przygotowanym z okazji 30-lecia parafii i Dnia Matki. Był ładny, siedzi mi w głowie i tak pomyślałam, że nie zaszkodzi o nim kilka słów :).

https://www.youtube.com/watch?v=1x1UajPHX9w (Maryja śpiewa ładniej :P)

“Byłam i zawsze będę Twoją Mamą”

To ostatnie słowa, które padają w przedstawieniu, a w pewien sposób nawiązują też do jego początku. Początku, w którym mała dziewczynka z domu dziecka pyta Maryję z kościelnego obrazu, czy zostanie jej mamą. Podczas spektaklu obserwujemy jej dalsze losy. Anetka rośnie, wychodzi za mąż, w rodzinie przychodzi na świat dziecko. Jak to w życiu – nic nie jest idealne i wkrótce bohaterowie muszę poradzić sobie jakoś z łataniem dziur w domowym budżecie. Żeby opłacić rachunki, mąż decyduje się wyjechać do pracy za granicę i z tej pracy nie wraca. Do domu, razem z jego paczką, przychodzi wielka radość, ale też smutek i strach przed przyszłością. Bartuś bardzo się cieszy, bo tata przysłał mu żołnierzyki. Aneta czyta list, z którego dowiaduje się, że nie zobaczy już męża, bo ten w Wielkiej Brytanii związał się z kimś innym. Kobieta modli się do Maryi. Pyta, czy ona też miała podobne problemy z mężem albo synem… Na pewno nie! Przecież życie rodzinne Najświętszej Panienki było idealne, pozbawione jakichkolwiek trosk, które są udziałem “zwykłych” ludzi… Szybko jednak przypomina sobie, jak Jezus zgubił się w Jerozolimie, a także to, że umierał na oczach Matki, brutalnie zabity. Maryja doskonale rozumie matczyne uczucia, także te najtrudniejsze.

Widz ma nieco ułatwione zadanie, jeśli chodzi o dostrzeżenie tego – podział sceny na część górną i dolną uwydatniał paralelizm między macierzyństwem współczesnych kobiet a NMP w roli mamy. Kiedy Aneta śpiewała synkowi kołysankę, Maryja także kładła do snu małego Jezusa. Gdy spędzali czas ze św. Józefem, współczesna nam rodzina zrobiła z kaset i zeszytów zestaw do gry w ping-ponga. Kiedy Matka Boża martwiła się o Syna, gdy ten odłączył się od rodziny podczas święta Paschy, samotna matka niepokoiła się o Bartka, który wychodził sam wieczorem biegać i marzył o byciu żołnierzem. Maryja poprosiła Jezusa o pomoc podczas wesela w Kanie Galilejskiej – Aneta, by syn przed wyjazdem na misję ostatni raz zaśpiewał w scholi. Jak się okazało, między rodzinami nie było aż tak wielu różnic, jak się mogłoby się wydawać, a podobieństwa można by długo wymieniać… Dodam tylko, że aktorzy dobrze poradzili sobie ze śpiewanymi partiami (również na głosy) i bardzo przyjemnie się ich słuchało :).

Czy historia ma happy end? W przypadku Jezusa wiemy, że owszem. Jeśli zaś chodzi o Bartka, ginie on na misji w Namibii. Żołnierze, z którymi służył, przynoszą Anecie jego szczątki i list, którego nie dokończył. List do mamy. Z podziękowaniem za to, że się nie poddała i mimo tego, jak wyglądało jej dzieciństwo, zawalczyła o normalny dom dla niego.  Za to, że przekazała mu wiarę. Że walczyła również wtedy, gdy została sama. Mimo tego, że autor listu dorósł, ewidentne było, że zawsze jest i będzie wobec niej taki sam – stosunek dziecka do mamy nie zmienia się, nawet gdy już jako dorosły, żołnierz pisze jej, że boi się wojny.

W tym momencie najwyższego napięcia znów widzimy Anetę modlącą się. Bohaterka prosi Maryję, żeby zajęła się Bartkiem. Żeby było mu dobrze tam, gdzie jest. Że choć być może dla niej samej nie była matką, niech stanie się nią dla Bartusia.
Maryja, która niezauważona powoli się zbliża, po tej prośbie delikatnie ją obejmuje.
“Zawsze byłam i będę Twoją Mamą” – mówi.

Myślę, że nie trzeba dużo dodawać. Dość łatwo wzruszam się w takich momentach, ale mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się zapamiętać ten spektakl i raz na jakiś czas przypomnieć sobie, że Maryja jest też moją mamą. Że też była człowiekiem, że wszystko rozumie i naprawdę można na nią liczyć.

Wydaje mi się też, że spektakl spełnił też swoją rolę “uhonorowania”, jeśli można to tak określić, wszystkich mam za ich miłość i wysiłek. Pokazał to, co najpiękniejsze w relacji rodzica z dzieckiem – troskę, czułość, niepokój o ich los, walkę z samym sobą, by dać im to, co najlepsze, ale także to, ile dobra wypływa z takiej miłości.

Aga świetnie to ogarnęła, zresztą nic dziwnego ;). Dziecka też wyglądały na nieźle zintegrowane i zajarane przy okazji.

No dobrze,
to pisałam ja, w przypływie weny i rozrzewnienia.
Dobranoc, czy tam dzień dobry, co kto woli (;.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: